"Nawet nie wiedziałem, że mam opiekuna konta bankowego” – opowiada mój znajomy. Ostatnio zadzwoniła do niego pani z pewnego banku i zaproponowała zakup produktu strukturyzowanego. Zysk z tej kilkuletniej inwestycji, z gwarancją ochrony wpłaconego kapitału miał zależeć od cen żółtego kruszcu.
To przypomina mi „gorączkę złota” z początku 2008 roku. Wtedy też złote reklamy biły po oczach. Cena złota zjechała jednak z poziomu 1 tys. USD za uncję do 700 USD już w październiku. I to pomimo mocno drożejącej ropy naftowej i innych surowców.
Znajomy struktury nie kupił. Uważa – i słusznie, że „jak kupuje ulica”, to najprawdopodobniej jest już ostatnia fala wzrostowa. Jednak tym razem może być inaczej…
Dziś na korzyść złota przemawiają dwa argumenty:
1. Ciekawa konstelacja techniczna:
Cena złota przebiła ważny, psychologiczny poziom 1 tys. USD. Pokonanie historycznego rekordu (1032 USD – intraday) otworzy mu teoretycznie „mleczną drogę” do nieba. W przypadku wieloletnich inwestycji lepiej jednak poczekać z miesiąc na potwierdzenie tego sygnału i ustanowienie nowego, historycznego rekordu. I bezpieczniej wybrać roczny produkt niż kilkuletni.
2. Groźba inflacji:
Światu, a zwłaszcza rynkom rozwiniętym, zagraża inflacja. Sprzyjają jej pieniądze z rządowych planów ratunkowych, czy chociażby fala ożywienia w gospodarce. A inflacja z reguły jest dobrą towarzyszką inwestorów działających na rynkach surowców.
Myśląc o inwestycjach w złoto trzeba jednak brać pod uwagę dolara. Spadek jego wartości zabierze bowiem część zysków z ewentualnie rosnącego kursu złota.
PS. Jeden z najbardziej znanych analityków rynku metali, John Reade z londyńskiego oddziału UBS, rekomenduje klientom, aby realizowali już zyski na kontraktach opartych o ceny złota i srebra. Przewiduje, że w przyszłym miesiącu kurs uncji złota spadnie do 950 USD, aby w przyszłym roku bić kolejne rekordy.
Blog Andrzeja Steca również na stronie: spekulancik.pl