Pana Theo spotykamy w hallu krakowskiego Grand Hotelu. Wysoki, dobrze zbudowany i ubrany mężczyzna, o jasnej czuprynie, po czterdziestce. W towarzystwie przystojnej kobiety, zapewne żony. Kilkadziesiąt osób patrzy na niego z ciekawością. — Dzień dobry, dużo o panu słyszałem — witam się. Zaraz kontra towarzyszki: — Dziennikarz? Mam nadzieję, że nie będzie pan pisał o Theo — rzuca i odciąga go na bok. Ot, i po rozmowie. Bo Theo Góral w ogólnopolskiej prasie wypowiadał się bodajże raz, i to dawno temu. Zrobiono z niego obrotnego antykomunistę-spekulanta z Dobrzyniewa Kościelnego pod Białymstokiem. Dlatego właśnie ludzie parający się podobnymi rzeczami co Góral celowo pozostawali w cieniu. A pan Theo, oprócz tego, że działa w branży budowlanej, kupuje także i sprzedaje domeny internetowe. I właśnie o tym powinno być cicho sza. Wreszcie jednak Góral i jego koledzy z branży pokazali się publicznie. Na MeetDomainers, czyli spotkaniu właścicieli domen w Krakowie, większość potentatów tego biznesu pierwszy raz zobaczyła się w realu. Dwa dni dyskusji, inwestycji i zabawy. Kamery, dziennikarze, fotoreporterzy. Wykłady, prezentacje, pierwsza w historii aukcja domen na żywo. Domeniarze wyszli z ukrycia. Stać ich. — O, król jest — pół żartem, pół serio publika przywitała Theo Górala. Szybki strzał — Mam pilka.pl. Chciałbym mieć piłka.pl, ale właściciel adresu i zarazem organizator tego spotkania, czyli Daniel Dryzek, chce za dużo — zaczął Tofil, niby żartując, ale chyba także trochę lobbując. Parę godzin później Tofil jednak coś kupił, tyle że od Usydysa. Padła całkiem ładna suma. Było tak: Kilofek licytował pierwszy z 34 wystawionych adresów, należący właśnie do Usydysa: fotografie.pl. Cena startowa: 1 złoty. — Tysiąc, pięć tysięcy, dziesięć — zera zaczynają fruwać. To woda na młyn dla prowadzącego aukcję Piotra Lengiewicza, prezesa domu aukcyjnego Rempex. Zaczyna patrzeć na tyły sali, gdzie ściany podpiera kilku panów, choć są wolne miejsca siedzące. Obserwują. Wkraczają do akcji. Cena szybko skacze do piętnastu kawałków i dalej nie za bardzo. Trema? Robert Tofil, z wykształcenia lekarz, spawacz, kasjer walutowy i gospodnik, wykorzystuje chwilę niepewności. Krótka piłka: — Dwadzieścia sześć tysięcy — oświadcza mocnym, zdecydowanym głosem, coś w stylu "jest moja!". Konsternacja. Zaskoczenie. Nikt nie podbija. Tanio kupił, okaże się później. Luksemburg w akcji — Rynek internetowy w Polsce, w porównaniu z Niemcami, jest w powijakach. Milion zarejestrowanych domen, podczas gdy tam ponad 12 milionów. Adres adwokaci.pl chcę szybko rozwinąć, zrobić z tego dochodowy serwis i sprzedać z zyskiem — wyjawił, gdy ochłonął. Schiwek poznał nowe polskie słowo: "tanio". — Wyliczyłem sobie granice, do jakich mogę licytować konkretne pozycje. Ceny końcowe nawet się do nich nie zbliżyły. Zamierzam być jednym z liderów rynku domenowego w Polsce — zawyrokował. A co w tym czasie robił król Theo? Obserwował z końca sali. Ale tabliczkę do podbijania rzadko podnosił. Za to plotek o nim krążyło pełno. Na początku szeptano w kuluarach, że ma 5 tysięcy domen z końcówkami "pl", "de" czy "com". Potem mówiono o dziesięciu tysiącach. Aż w końcu ktoś wystrzelił: — Jak dla mnie, to ma ze dwadzieścia tysięcy. Jaki adres sprawdzę, to widzę, że Góral już tam był — padła deklaracja. Kolejna plotka przedaukcyjna: Theo chce kupić drukarki. Po to tu przyjechał. Wystawione za 159 tys. zł drukarki.pl miały być bombą, ale okazały się niewypałem. Na nic się zdały zachęty szefa Rempeksu. Nikt na taką cenę nawet nie spojrzał. Podobnie jak na tort.pl (40 tys. zł), kac.pl (25 tys.) czy liga.pl (30 tys. zł) i kredytyhipoteczne.pl (120 tys. zł). Theo, na osłodę, kupił ipn.pl za 5 tys. zł, który wycofał z domenowego parkingu. Dziś to profesjonalna witryna, powiązana z Instytutem Pamięci Narodowej, promuje bohaterską postać rotmistrza Witolda Pileckiego. Parking albo wagary — Jeśli chcecie, opowiem wam, jak straciłem, i to w sądzie, domenę generyczną zabytki. pl — rzuca od niechcenia podczas panelu. Chcemy. No to opowiada: barwnie, ostro, z dowcipem. Udziela porad, wchodzi w dyskusje. Jest gwiazdą. A na dodatek nieźle sobie w tym biznesie radzi. Na wizytówce zamieścił chyba najcenniejszy swój adres: muzyka.pl. Strategia? — Kupować droższe, dobre domeny, jak kupuje się mieszkania na dobrej ulicy. No i węszyć, można znaleźć perełki — przekonywał. Od paru lat domen nie sprzedaje, lecz je skupuje i zagospodarowuje, szukając większego zysku. Kto, jak nie on, miałby zostać prezesem powstającego właśnie Stowarzyszenia Właścicieli Domen Internetowych? Bo domeniarzy o ból głowy przyprawiają nie tylko koszty utrzymania adresów, ale też możliwe roszczenia prawne do nazw i znaków. Theo Góral ma na przykład butypuma.pl i butynike.pl. Domeny stoją zaparkowane w serwisie Sedo, który płaci właścicielowi za możliwość umieszczania tam swoich linków sponsorowanych. — Zasada, kto pierwszy, ten lepszy, musi być konfrontowana z istniejącymi prawami osób trzecich, nie może kolidować z chronionym oznaczeniem kogoś innego — zwracała uwagę dr Justyna Ożegalska-Trybalska, wykładowca UJ i ekspert w dziedzinie prawa własności intelektualnej oraz prawa internetu. Ma roboty na lata. Jeszcze w 2003 r. sukcesem było tysiąc domen
rejestrowanych tygodniowo w Polsce. Teraz zdarzają się okresy, w których nowych
abonentów znajduje w kilka dni nawet 20 tys. adresów internetowych. Nic
dziwnego, że przybywa chętnych. Kusi łatwy zarobek: takie wagary.pl poszły na
aukcji za 11 tysięcy.
Hit "Pulsu Biznesu"
Jak 30 lat odmieniło Polskę
Wiadomości z pierwszej strony |
Z ostatniej chwili Najczęściej czytane Dziś
W ostatnim tygodniuNajczęściej polecane Dziś
W ostatnim tygodniuNajczęściej komentowane Dziś
W ostatnim tygodniublog.pb.pl Najczęściej drukowane DziśW ostatnim tygodniuOstatnio komentowane
|
| |||||||||||||||||||||||||||||||